W DRODZE

Dziś w radio usłyszałem jeden ze standardów rockowych:

Highway to hell ( autostradą do piekła ).

Za chwilę przypomniałem sobie o kolejnym wielkim szlagierze:

Stairway to heaven (schody Do nieba)

Autostradą do piekła.

Schody do nieba.

Jakież to wymowne.

Mam do wyboru dwie drogi.

Piękną szeroką autostradę na której mogę błyskawicznie się rozpędzić i bardzo szybko podążać przed siebie, chodź wiem co znajduję się na jej końcu.

Nie zwracam uwagi na znaki które ktoś ustawił na poboczu. Pędzę coraz szybciej.

Najczęściej obok lub za mną siedzi pasażer, który ponagla :

Szybciej!

Szybciej! tu nie spotka cię kara. Nie zapłacisz mandatu tu nie ma policji.

Patrz ile fajnych rzeczy w około: pornografia, przemoc, alkohol, hazard, narkotyki, pycha, egoizm.

Jest tego bardzo dużo, dla wszystkich wystarczy

Bierz ile tylko zechcesz.

A znaki?

Nie zwracaj na nie uwagi- nie musisz się do nich stosować.

Pomimo że to autostrada do piekła znaki ustawił dla nas Bóg.

Często pojawia się coraz większy znak ostrzegawczy:

„zapłatą za grzech jest śmierć „

Rz 6.23

oraz napisy:

STREFA ŚMIERCI

ale pasażer którym jest szatan odwraca moją uwagę

  • patrz jak tu ładnie, jak wygodnie się jedzie.

Litery na znakach coraz większe

„zapłatą za grzech jest śmierć „

Rz 6.23

Są też znaki zakazu i nakazu- co jakiś czas kolejne przykazania dekalogu.

Szczególnie widoczny jest ten z rzymską literą:

VI oraz IX.

Ta droga jest taka wygodna.

…STREFA ŚMIERCI…

Pasażer jest moim śmiertelnym wrogiem. Mam tego świadomość ale nie pozbywam się go. Jest mi z nim wygodnie.

„W każdym z nas stara się znaleźć słaby punkt, słaba stronę. Jest jak mądry generał, który przed bitwą obchodzi dookoła twierdze i szuka najsłabszego fragmentu murów w obleganym mieście i tam kieruje całe swoje natarcie. Takie słabe punkty znajduje i w każdym z nas i przez nie stara się nas atakować, podsuwać swoje pokusy. Szatan posługuje się kłamstwem. Jego chyba najbardziej przewrotną taktyką jest wmówienie ludziom, że o­n w ogóle nie istnieje, że jest jedynie wytworem ludowej mitologii, czy wdzięcznym tematem dla artystów, którzy malując jego przedstawienia mogą puścić wodze fantazji. Ale tak naprawdę to go nie ma. Dobro i zło nie istnieje, nie ma znaczenia, co się robi, byle by przyniosło to korzyść, zadowolenie, przyjemność czy satysfakcję. Życie człowieka jest poza dobrem i złem.

Tak można by streścić fałsz który dziś próbuje szatan wsączyć w świadomość pojedynczych ludzi i całych społeczeństw”

Ks. Bogusław Dygdala

Pędzimy dalej…………

Czasami przychodzi chwila zadumy- muszę się zatrzymać, zawrócić..

Ale on mówi jedź dalej- masz czas w razi czego zdążysz.

Kolejny znak:

„Miejcie oczy szeroko otwarte, czuwajcie, gdyż nie wiecie, kiedy nadejdzie odpowiedni czas.”

Mk 13. 33

Może zdążę…………..oby.

„czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: wieczorem czy o północy, w czas piania kogutów czy o wschodzie słońca, aby przychodząc nagle, nie zastał was śpiących! „

Mk 13. 35-36

Jest też inna droga.

Wiem o tym, ale tą którą pędzę jest taka wygodna…..

Nagle zaczynam dostrzegać znaki.

Wyłączam radio które on nastawił na cały regulator i nastaje cisza.

On jej nie lubi.

W ciszy słychać coś co jest zagłuszane:

moje sumienie

Z ust dobiega mimowolny szept:

Kocham Cię Jezu.

Zamknijmy oczy i mówmy po cichu:

Kocham Cię Jezu.

Wreszcie dociera do mnie własny głos.

Własny -a nie jego.

Wyrzucam z pojazdu, którym jest moje życie szatana i zawracam.

Czym prędzej jadę pod prąd. Mijam pojazdy z roześmianymi ludźmi. Krzyczę głośno:

ZAWRACAJCIE!

Lecz oni mnie nie słyszą. Pędzą przed siebie na zatracenie.

Zaczynam się za nich modlić.

Mam dużo drogi do nadrobienia.

Uzmysławiam sobie ile czasu musi upłynąć zanim opuszczę strefę śmierci.

Teraz zwracam uwagę na znaki choć są inne:

„Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przeze Mnie”

J 14,6.

Ten napis już znam:

„ zapłatą za grzech jest śmierć”

Rz 6.23

ale pojawia się dalsza część niewidoczna w drodze do piekła:

„ a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”

Rz 6.23

Upływa czas, a ja dalej jestem w „ strefie śmierci”. Jadę pełen pokory oraz bojaźni Bożej. Muszę zdążyć.

Na horyzoncie widzę jakieś budynki. Wyczuwam że wkrótce nastąpi przełom.

Znak stop.

Teraz przychodzi moment gdy wysiadam z wygodnego pojazdu.

Dalszą część drogi będę musiał przebyć na piechotę.

Jeszcze tylko chwila i opuszczę strefę śmierci, ale wcześniej czeka mnie kontrola.

W małych pawilonach kontrolerskich czekają na nas kapłani.

To pośrednicy pomiędzy nami a Bogiem.

To przed nimi muszę zdać relację ze wszystkiego złego co zrobiłem w życiu.

Jest to niezbędny warunek aby się stąd wydostać.

Jak to, mam wyznać człowiekowi wszystkie swoje grzechy. Mroczne tajemnice. Najbardziej intymne słabości.

Podnoszę wzrok do góry.

Widzę napis:

„Weźmijcie Ducha Świętego, którym grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.

J 20,22-23

Zdaję sobie w końcu sprawę, że  kapłan jest przedstawicielem Boga i Kościoła, i w Ich imieniu przebacza nam grzechy, przez co na nowo wprowadza nas do jedności z Bogiem i Kościołem. Kapłan pomaga człowiekowi, który poprzez grzech oderwał się od wspólnoty wierzących,

Siadam na poboczu i sporządzam rachunek sumienia.

To niemożliwe, że aż tyle tego się nazbierało.

W konfesjonale jednam się z Bogiem.

Ogarnia mnie uczucie niebywałej ulgi.

Teraz mogę zrealizować to na co czekałem tyle czasu.

Coś co kiedyś wydawało się niemożliwe: przystępuję do stołu Pańskiego.

Ależ ta Eucharystia smakuje.

Ile czasu upłynęło od momentu kiedy przystępowałem do Komunii Świętej- nie pamiętam dokładnie ale to było dawno temu.

Kolejny napis:

„Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”

J 6,54

Właśnie opuściłem strefę śmierci.

Dalsza droga jest trudna. Pełna wyrzeczeń, czasami bólu.

Musiałem zrezygnować z tylu rzeczy, które sprawiały przyjemność.

Idę pod górę kamiennymi schodami. Wąskimi przesmykami. Nie widać końca tej drogi, ale wiem, że warto.

Wiem, że na końcu spotka mnie nagroda. Nieważne kiedy to nastąpi. Na pewno się doczekam.

Czasami dostaję dodatkowy bagaż-swój krzyż.

Pytam: dlaczego Panie.

Nie mogę pytać.

Jezus daje mi go bo wie, że dam radę go unieść.

Muszę mu pomóc.

Coraz trudniej. Pojawiają się wątpliwości:

Czy dam radę?

Czy aby na pewno zasłużyłem na nagrodę?

To szatan po raz kolejny próbuje mnie kusić abym zawrócił i pojechał wygodną autostradą.

Tym razem dociera do mojego umysłu i stara się wywołać lęk, niepewność, poczucie niższości, kompleksy.

Szepcze do ucha;

„ słuchaj i tak nie dasz rady. Wracaj. Tylu Świętych mówiło, że nie są godnymi dostąpić Królestwa Bożego. Ty nie masz szans. Twój Bóg Cię nie zauważy. Zrobiłeś tyle złego, że nic nie jest w stanie tego nadrobić. Wracaj”

Miotają mną wątpliwości.

Panie- co mam robić?

Za zakrętem pojawia się kolejna tablica z napisem:

„więcej radości w niebie z jednego nawróconego grzesznika niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. „

Łk 15. 7

Odpędzam szatana i idę dalej.

Często przy drodze stoją budynki. Mniejsze i większe. Różnych kształtów, ale łączy je jedno: znak krzyża w najwyższym punkcie.

To świątynie. Tu mogę zawsze wejść, odpocząć, posilić się, nabrać sił przed dalszą drogą.

Wchodzę do nich często i za każdym razem ze zdziwieniem stwierdzam, że po każdym odpoczynku jesteś jestem o wiele dalej niż gdybym nie odpoczywał.

Idę dalej.

Raz jest łatwiej, raz bardzo trudno. Czasami podbiegam, Czasami muszę poruszać się na kolanach, ale już nie zawrócę.

noemi