Błogosławieni ubodzy.

Bogactwo jest wielkim bożyszczem dzisiejszych czasów; to jemu właśnie wielu ludzi składa hołd. Mierzą oni szczęście według stanu posiadania, a także według stanu posiadania odmierzają szacunek… Wszystko to bierze się z przekonania, że będąc bogatym, można wszystko. Bogactwo jest więc jednym z bożków dzisiejszych czasów
( J. H. Newman, Discourses to mixed congregations, 5, O świętości ).

Tymczasem usłyszeliśmy, że to właśnie ubodzy są Błogosławieni,
albowiem do nich należy Królestwo niebieskie

W kościele św. Maksymiliana Kolbe, w Bielsku Białej, dominikanin o. Mirosław Pilśniak wygłosił rekolekcje dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych.
Temat tegorocznych rekolekcji: „Błogosławieni ubodzy, cisi, miłosierni…” wywołał refleksję i postawił pytanie: Czego człowiek pragnie i zawsze poszukuje?
Odpowiedź wydaje się prosta – to szczęście, wszyscy chcemy być szczęśliwi i myślimy, że znajdziemy szczęście w posiadaniu coraz większej ilości rzeczy, w rozrywce, w powodzeniu, w sławie, w wygodzie.
Tymczasem Jezus mówi, że człowiek szukający szczęścia na ziemi, a więc tam, gdzie go nie ma, żyjący tym samym w błędzie, potrzebuje Bożej pomocy i Bożej interwencji. Stało się to dzięki Jezusowi, który przyszedł na świat, by nauczać i zbawić. W Kazaniu na górze mówił do wszystkich ludzi, którzy szli za Nim, o błogosławieństwach, wyjaśniając im, że szczęście nie znajduje się w posiadaniu, w panowaniu czy korzystaniu z dóbr , ale w czymś zupełnie innym: w kochaniu i w byciu kochanym.
Obiecane szczęście stawia nas wobec decydujących wyborów moralnych. Uczy nas, że prawdziwe szczęście nie polega ani na bogactwie czy dobrobycie, na ludzkiej sławie czy władzy, ani na żadnym ludzkim dziele…,ale znajduje się ono w samym Bogu, który jest źródłem wszelkiego dobra i wszelkiej miłości: Bogactwo jest więc wielkim bożyszczem dzisiejszych czasów …… .
Ubogi dla Jezusa nie jest ten, kto nie posiada rzeczy, ale nade wszystko ten, który „nie pokłada swojego serca w rzeczach”. Zwróćmy uwagę na różnicę: możesz być osobą, która nie posiada rzeczy materialnych, ale nieustannie myślisz, czego nie posiadasz i co chciałbyś posiadać. W takim razie nie jesteś „ubogi duchem”. Natomiast możesz być osobą, która posiada rzeczy, ale twój umysł pragnie zadowolić Boga, pracować dla Niego, pomagać innym, dać swój czas i dzielić się swoimi dobrami. Kiedy nie żyjesz zajęty tym, co posiadasz, kiedy nie jesteś zazdrosny, zarozumiały, kiedy pokładasz ufność w Bogu a nie w pieniądzach, wtedy jesteś wolny.
Nie można pokonać ubóstwa na świecie samą tylko ludzką dobroczynnością, konieczna jest interwencja Boga. W różnych fragmentach Starego Testamentu Bóg obiecuje, iż obdarzy ubogich szczególnymi względami. Dlatego uznawani są oni za błogosławionych, chociaż nie posiadają dóbr na ziemi Bóg jest z nimi.

Podczas rozważań należy zwrócić uwagę na to, kogo Pan Jezus nazywa „błogosławionym”, błogosławionymi”?
Błogosławionymi nazywa oczy człowieka, które są świadkami Jego Działania , i uszy, które mogą słuchać Jego orędzia. Błogosławionym jest ten człowiek, który z wiarą przyjmuje nauczanie Jezusa Chrystusa i nim się nie gorszy. Błogosławionymi są szczególnie ci, „którzy nie widzieli a uwierzyli”.
Błogosławieństwa „są paradoksalnymi odpowiedziami, które podtrzymują nadzieję w trudnościach. Błogosławieństwa są również odpowiedzią na naturalne pragnienie szczęścia .
Synonimami słowa „błogosławieństwo” są : „szczęście” oraz „pomyślność”;
Paradoksem tej „szczęśliwości” jest to, że Pan Jezus obiecuje ją biednym i uciśnionym, którzy w oczach ludzi uchodzą za godnych pożałowania. Jednakże im właśnie przynosi Chrystus swoją „radosną nowinę”. Kto zatem przyjmuje Ewangelię i żyje nią, ten może być nazwany błogosławionym.

Błogosławieni to także cisi (łagodni)
Cichość jest rozumiana w księgach Nowego Testamentu jako łagodność. Najpełniejszym objawieniem łagodności Boga jest sam Jezus, jest On źródłem łagodności, co szczególnie wyraża się w błogosławieństwie „Błogosławieni Cisi…”.
Łagodność jest powiązana z pokorą Syna Bożego, która nie jest słabością, ale umiejętnością stawania w prawdzie. Stawać w prawdzie oznacza wierzyć, że życie człowieka nie może być inne niż jest. Bóg mi je dał i tak zaplanował, by człowiek osiągnął szczęście. Jest więc to dar miłującego Ojca.
Ludzie na ogół są przeświadczeni, że o wszystko trzeba się starać Własnymi siłami , zgodnie z zasadą, że na tym świecie nic nie ma za darmo, że jeżeli sam czegoś nie osiągnę, nikt mi tego nie da. Dla tak myślących, inni ludzie są rywalami, a nawet wrogami. Ludzie ci nie tylko rywalizują z innymi, ale także usiłują wykorzystać ich do osiągnięcia własnych celów . Jeżeli te cele osiągną, nie omieszkają o swoich osiągnięciach przypominać na każdym kroku wszem i wobec. Jeżeli ich nie osiągną czują się sfrustrowani i ciągle nieszczęśliwi. Jeżeli człowiek dostrzeże bezsens realizacji w taki sposób swojej drogi życia i porzuci iluzję, w której żył do tej pory, jego relacje z innymi ludźmi zmienią się zasadniczo. Przestaną być dla niego wrogami, czy też rywalami. Ich dobro stanie się jego dobrem, ich szczęście, jego szczęściem. W taki sposób człowiek staje się łagodny i cichy w tym sensie, że swoich relacji z innymi ludźmi nie będzie opierał na sile. Nie znaczy to wcale, że będzie on obojętny, czy też słaby. Ciągle może on krytykować, dyskutować, czy nawet walczyć z innymi ludźmi. Jednak jego celem nie będzie pokazywanie swojej wyższości, ale chęć pomocy drugiemu człowiekowi. W przeciwieństwie do ludzi żyjących w iluzji, będzie on mocny wobec mocnych, natomiast łagodny wobec słabych.
Takim był właśnie Jezus. On nigdy nie kierował się własnym zyskiem, czy też przyjemnością, a jedynie dobrem drugiego człowieka. Jezus nigdy nie był pobłażliwy ani słaby, ale respektował każdego człowieka,
wykazywał mu prawdę o nim samym we właściwy dla tego człowieka sposób. W zależności od potrzeb drugiego człowieka, były to łagodne słowa pociechy lub przebaczenia, ale także mogły być to mocne
słowa, a nawet czyny. Łagodność jest owocem działania Ducha Świętego, znakiem Bożej mądrości. W objawieniu cichej dobroci, w wyrozumiałości i umiarkowaniu łagodność jest cechą Chrystusa,
a człowiek został wezwany do Jego naśladowania. Może ona być ozdobą małżonków, a to decyduje o szczęśliwym pożyciu małżeńskim. Chrześcijanin, nawet w sytuacji prześladowań, będzie zawsze zachowywał się łagodnie, by w ten sposób pokazać, że noszenie „jarzma Chrystusowego” jest możliwe, a nawet łatwe, bo jest wyrazem miłości.

Wszystkie błogosławieństwa obiecują przyszłe zbawienie, doskonałe królestwo Boże, które jednak przyobiecane jest już teraz, do którego można być „zapisanym w niebie”. Warto w tym miejscu dodać, że Pismo Święte nie nazywa błogosławionym stanu doskonałości, czy dopełnienia, lecz człowieka, który do niego zmierza, który znajduje się w drodze, między powołaniem a okazaniem się doskonałym.

Jest zrozumiałe , że „stać się błogosławionym” nie jest łatwo. A ta „niełatwość” pochodzi stąd, że człowiek musi się „stać”, czyli musi podejmować wysiłek współpracy z łaską Bożą
Błogosławionym staje się ten:
Kto praktykuje miłość wobec Boga i braci;
Kto się odsuwa od świata i wyrzeka się interesów osobistych;
Kto wprowadza w czyn dyskrecję, pokorę, posłuszeństwo, pokój, cierpliwość, pokutę, czystość, bóstwo;
Kto dochowuje wierności Kościołowi rzymskiemu.
„Stać się błogosławionym” w taki sposób niekiedy może być paradoksalne (są błogosławieni, ponieważ są ubodzy, cierpiący, prześladowani, wystawiani na próby itd.
Należy stwierdzić, że do szczęśliwości dochodzi się przez drogę „krzyża”, naśladując także w tym naszego Pana.
W końcu trzeba zapytać o możliwość życia według błogosławieństw dzisiaj, w naszych czasach, które są takie, jakie są, tzn. ani gorsze, ani lepsze, chociaż lubimy mówić, że są niełatwe.
Odpowiedź jest prosta: wszystko jest możliwe dla kogoś, kto chce nie tylko teoretycznie rozważać o tych sprawach , ale tak naprawdę chce podjąć wysiłek wejścia na drogę życia ewangelicznego.
Trzeba jednak być realistą i zapytać, jakie są możliwości życia według ducha błogosławieństw, kiedy ma się lat trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt, siedemdziesiąt, czy nawet osiemdziesiąt… ? .
Niektóre z błogosławieństw zachowuje się z przyzwoitości, czy nawet z konieczności. Wiadomo też, że w podeszłym wieku niewiele można już zrobić, bo nie pozwala na to stan zdrowia i uwarunkowania tego wieku oraz życie w rodzinie czy w społeczeństwie. Być może, że po zrobieniu rachunku sumienia dojdziemy do przykrego stwierdzenia, że zbyt mało troski włożyliśmy w to, aby żyć duchem błogosławieństw ewangelicznych w swoim życiu.
W tym przypadku mamy jedynie taką szansę, aby wyrazić skruchę wobec Pana Boga i liczyć na Boże Miłosierdzie, a dalej robić to, co jest możliwe, licząc na Bożą łaskę, a także na pomoc w znoszeniu trudów i chorób tego wieku oraz cierpliwość w niesieniu swego krzyża.

Bożena