ŚWIADECTWO MARTY

Mam na imię Marta i żyję w związku małżeńskim ponad dwa lata. Chciałam się podzielić tym, co przeżywaliśmy z mężem na początku naszego małżeństwa. Zaraz po ślubie wynikły komplikacje i problemy i po pół roku wyprowadziłam się od mojego męża. Powodem było to, że nie umieliśmy się dogadać. Po tak długim czasie rozłąki bo prawie 1,5 roku nie mieszkaliśmy ze sobą, dochodzę do wniosku, ze duży wpływ miały trudne relacje z mamą, które w późniejszym czasie przełożyłam na swoje małżeństwo. Mój mąż już wcześniej zauważył te błędy, które popełniałam i które już wtedy mu się nie podobały. Ja nie zdawałam sobie z nich sprawy i do końca nie chciałam ich widzieć. W tym czasie doszło również do sprawy rozwodowej. W sądzie czułam, że decyzja którą podjęłam jest niewłaściwa i w czasie rozprawy wycofałam dokumenty. Czułam i wiedziałam, że nie chcę się rozstać z mężem. Wprowadziłam się do niego po raz kolejny i po dwóch miesiącach znowu uciekłam  do świata, który już znałam .
Należę do wspólnoty działającej przy mojej parafii. W sierpniu zawsze mamy swoje tygodniowe rekolekcje, na których również uczestniczyłam w modlitwie wstawienniczej gdzie oddałam Bogu moje małżeństwo i prosiłam aby mnie przemieniał, mój charakter i podejście do męża. Po tej modlitwie pomyślałam, że może faktycznie rozwód jest najlepszym rozwiązaniem w tej sprawie, ale Pan Bóg szybko powiedział, że nie tędy droga, że On nie chce abym nią szła, że to nie jest Jego  wola tylko moja. Cały czas Pan Bóg pokazywał mi inną drogę może trochę trudniejszą, ale z Nim, a ja uparcie szłam w swoim kierunku nie zważając co On do mnie mówi. Bałam się otworzyć na to co dla mnie przygotował bo bałam się, że nadal będzie w moim życiu tylko cierpienie płacz i nieprzespane noce.
Aż w końcu przyszedł czas tygodnia z ewangelią i trzy-dniowych rekolekcji, których tematem był „Jezus pośród naszych leków cierpień i niepokojów”. Wtedy tak naprawdę zaczęłam się zastanawiać nad tym wszystkim co się działo w moim małżeństwie i zaczęłam szukać przyczyny. Również zdałam sobie sprawę, że bardzo brakuje mi mojego męża. Od tego czasu bardzo mało rozmawiałam z ludźmi i praktycznie nie spotykałam się z nikim, mówiąc krótko zamknęłam się w tym swoim problemie i skupiłam się nad nieustanną rozmową z Panem Bogiem i na słuchaniu Jego woli. Przystąpiłam również do comiesięcznej spowiedzi na której Ksiądz powiedział mi, że nie będę szczęśliwa bez mojego męża i miał racje z dnia na dzień Pan Bóg mnie tak przemieniał, że brakowało mi go coraz bardziej.
I takim przełomem była niedziela, na której ewangelia mówiła o nierozerwalności sakramentu małżeństwa i o tym że Pan Bóg łącząc mnie z Marcinem miał swój plan. Nie dość, że całą mszę świętą przepłakałam to jeszcze była ona prowadzona przez Kapłana, który udzielał nam sakramentu małżeństwa i czytał list biskupów tak dobitnie wskazujący na fakt, że małżeństwo jest nierozerwalne i by człowiek go nie rozdzielał. Wtedy poczułam jakby było to skierowane tylko do mnie.
Wtedy mój mąż był na weselu swojego brata, był to też dla mnie czas powrotu do naszego ślubu dużo myślałam o związku małżeńskim. W domu była kolejna walka i kolejna rozmowa z Panem Bogiem z lekką nutka pretensji, że znowu miesza w mojej głowie i moimi uczuciami jak ja już miałam podjętą decyzje o rozwodzie. I wtedy po raz kolejny Pan Bóg mówił to nie twoja wola tylko moja niech się stanie, idź tą drogą a będziesz szczęśliwa.
W poniedziałek idąc na poranna Mszę św. spotkałam koleżankę, która miała bardzo podobne problemy, i która zawsze była zdania, że jeśli małżonkowie pragną być razem to powinni starać się i za wszelką cenę ratować małżeństwo. A w głębi serca nie chciałam rozwodu mój maż też nie, ale mieliśmy problemy aby nawiązać nić porozumienia. Po dłuższej rozmowie na temat jej problemów rodzinnych związanych z alkoholizmem taty, kiedy tłumaczyła mi świat z punktu alkoholika i tego jak to się dzieje ze ludzie powracają do alkoholizmu uciekając tak naprawdę z tego nieznanego im normalnego świata do innego złego, który znali mogłam to przenieść na relacje z moja mama i tak naprawdę zrozumieć dlaczego ja tak postępowałam odchodząc od mojego męża. Nie zastanawiając się długo przeprosiłam koleżankę  i powiedziałam ze muszę iść do mojego męża i tak zrobiłam. Niestety nie zastałam go w domu, ale przypadkowo  minął mnie na drodze nie zauważając zupełnie. Wróciłam do domu próbując się dodzwonić i powiedzieć mojemu mężowi ze bardzo go przepraszam, że zrozumiałam co było nie tak, nie dodzwoniłam się bo miał wyłączony tel. Postanowiłam zadzwonić do Jego mamy i ją przeprosiłam. Wtedy tak naprawdę bałam się że to już może być za późno, ale późnym wieczorem mąż zadzwonił i powiedziałam mu o tym wszystkim, przyjechał po mnie i już więcej mnie nie puścił
Marta.