Dziś wiem, że całe moje życie to cudowny plan Boży, który zresztą nadal
trwa.
Zacznę od podziękowań wszystkim tym ludziom, których Pan Jezus postawił
na mojej drodze, bez nich nie byłabym dzisiaj w tym miejscu w którym
jestem. DZIĘKUJĘ WAM.
Pochodzę z biednej rodziny w której ojciec był alkoholikiem, a kiedy jedna
osoba w domu jest chora wszyscy pozostali również. Kiedy wspomnę na moje
dzieciństwo i wczesną młodość nie mogę uwierzyć, że dzisiaj jestem takim
człowiekiem, że nie ma we mnie nic z tej zepsutej dziewczyny którą kiedyś
byłam.
Nie trzeba pisać jak wygląda życie dziecka, które dorasta w atmosferze
strachu i pijaństwa, krótko mówiąc- ojciec zatruwa wszystkim życie, a matka
na której głowie jest wszystko stara się jak może zapewnić jako taki byt dzieciom,
czego konsekwencją jest ich zaniedbanie. W moim domu, moi rodzice
nie nauczyli mnie miłości ,nie mogli, bo między nimi jej nie było. Dzisiaj wiele
ludzi myli miłość z uczuciem i ja przez długi czas też ją myliłam.
Tak bardzo chciałam kochać, a jeszcze bardziej być kochaną i dlatego bardzo
wcześnie w moim życiu zaczęli pojawiać się chłopcy, myślałam, że oni
zapełnią tę pustkę którą czułam. Moje wychowanie przejęły na zmianę, czasopisma
dla nastolatek i programy telewizyjne. Chłopak za chłopakiem, oczywiście
za każdym razem miał to być ten jedyny, na zawsze. Nawet nie dawaliśmy
sobie czasu, aby się poznać, dzisiaj wiem , że tylko dziewczyna może nauczyć
chłopaka miłości, ponieważ Bóg hojniej nas ją obdarzył, mężczyźni myślą, że
miłość to sex i ulegając im nie tylko tracimy swoją godność, ale też robimy im
krzywdę, ponieważ już zawsze będą mylić miłość ze zwykłym pożądaniem.
W wieku 17 lat zaszłam w ciąże, myślałam o załatwieniu ”problemu”
(nie wiedziałam wtedy, że ta rozwijająca się komórka to już człowiek), ale na
szczęście trafiłam na panią doktor, która szybko przemówiła mi do rozsądku.
Urodziłam, śliczną zdrową córeczkę.
Zamieszkałam z ojcem Ines i córką w osobnym mieszkaniu, , szybko okazało
się że to nie jest jednak człowiek z którym chce dzielić życie, rozstaliśmy
się. Byłam coraz bardziej nieszczęśliwa i samotna co oczywiście odbijało się
na dziecku. Nie potrafiłam być sama, więc znowu rozpoczęłam poszukiwania
„miłości”, aż w końcu znalazłam. Okazało się, że jest żonaty, powiedział mi, że
to kwestia czasu jak się rozstaną, prawda jak się okazało trochę później była
inna, ona spodziewała się dziecka. Straciłam głowę, świat przestał istnieć,
liczył się tylko on. Gdybym mogła cofnąć czas, skrzywdziłam wtedy tyle osób,
a zwłaszcza to niewinne dziecko.
Miałam dosyć takiego życia, prosiłam Boga, aby je odmienił i wtedy pojawił
się kolejny mężczyzna w moim życiu. 2 lata wcześniej rozstał się z żoną.
Był zupełnie inny, dojrzały, odpowiedzialny, moja córka szybko go polubiła,
zamieszkaliśmy razem u jego rodziców. To w tym domu przy tych ludziach
znalazłam drogę do Pana Jezusa. W tym czasie pojawił się na ekranach film
M. Gibsona pt. PASJA, który odmienił moje życie. Zaczęłam się zastanawiać ,
że On, wtedy tak strasznie cierpiał i za moje grzechy. Musiałam coś zmienić,
wcześniej myślałam, że tym razem nie wyrządzam nikomu krzywdy, przecież
nie rozbiłam tego małżeństwa – zapominałam o sobie i o mojej córce, której
dawałam zły przykład. Zaczęliśmy od zachowywania wstrzemięźliwości.
Wierzyłam, że gdy trochę poczekamy Bóg da nam jeszcze jedną szansę. Postanowiliśmy,
że spróbuje postarać się o stwierdzenie nieważności małżeństwa,
cała rodzina uważała, że ma duże szanse. Życie bez sakramentów zaczęło
mi coraz bardziej przeszkadzać, coraz bardziej wgłębiałam się w tematy wiary.
Mój partner wyjechał do innego miasta do pracy, wracał na weekendy. Dużo
się modliłam, przyjmowałam Komunie Świętą Duchową w końcu dojrzałam
do tego, aby oddać Jezusowi swoje życie. Już po krótkim czasie zaobserwowałam
jak zmieniam się od środka, a zwłaszcza jak zmienia się mój stosunek do
ludzi. W między czasie trafiliśmy do duszpasterstwa dla par niesakramentalnych,
wydawało mi się, że dostałam się tam po to, aby przetrwać ten trudny
czas, ale Pan Jezus miał inny plan. Czas mijał i nic się nie zmieniało, sprawy
stwierdzenia nieważności odeszły na boczny plan. Traciliśmy ze sobą kontakt.
Któregoś dnia przyjechał i powiedział, że dłużej tak nie może żyć, nie ma siły
już czekać, chciał mieć dzieci. Uważał, że to co nas łączy to za mało, nie mogłam
się z tym pogodzić tyle razem przeszliśmy, była jeszcze Ines nie chciałam
burzyć jej życia, ale czy właśnie do tej pory tego nie robiłam? Umówiłam się
z księdzem na rozmowę, powiedział mi, że zrobił dla mnie najlepszą rzecz
jaką mógł zrobić, zaczęłam sobie to wszystko układać, miał racje. Wszystkie
przeszkody zniknęły, po 11 latach mogłam przystąpić do Spowiedzi Świętej,
poczułam się tak lekko.
Mam 29 lat jestem znowu sama, ale tym razem nie czuje się samotna i nieszczęśliwa,
musiałam przejść długą drogę, żeby zrozumieć, że tą pustką którą
czułam był pan Jezus. Może to zabrzmi banalnie, ale życie bez Boga nie ma
sensu, boje się życia jak każdy, boję się, że moje grzechy odbiją się na mojej
córce, ale pozostaje mi wierzyć, że z tego zła, Bóg wyprowadzi kiedyś dobro.
Bóg widzi całe nasze życie, nie cząstkę, czasami nie podobały mi się wybory
przed którymi mnie stawiał, ale wiedziałam, że trzeba Mu zaufać, bo cóż warte
jest to życie w porównaniu do wieczności.